Cięzkie ołowiane chmury, które powoli przesuwały się po niebie w pełni obrazują mój dzisiejszy nastrój. Skończyła się świąteczna atmosfera. Wracamy do normalnego trybu życia. Właściwie wiele to nie zmienia. Nadal moim głównym zajęciem będzie siedzenie na dupie. Mimo, że za chwilę będe miał 24 lata i powinienem zająć sie czymś pożytecznym, czymś co przyniesie trochę pieniędzy. Pierwszy dzień poświąteczny upłynął mi w większości na próbach zwiększenia intensywności pracy mojego mózgu. Niestety nie przyniosło to żadnego efektu. No cóż. Do jutra dam sobie spokój z kolejnymi próbami. Zresztą po takim formacie jakiego dokonałem w świeta wcale się mojej głowie nie dziwie że unika jakiegokolwiek wysiłku. Planowałem że przemęcze się w domu, że nigdzie nie wyjdę. Plan udało się realizować do niedzielnego wieczoru. Potem mimowolnie wyszedłem z domu i skończyło się na włóczeniu aż do dzisiejszego poranka. Co się działo? Trudno mi jakoś powiedzieć bo nie wiele udało mi się zapamiętać. Kac nie tylko ten fizyczny ale tez i ten moralny męczyły mnie strasznie. Ten pierwszy jednak zanika, ale drugi nie daje za wygraną...
Już po kolacji... Uwielbiam pierogi i dla nich mógłbym znieść najgorsze tortury. Na szczęscie w miarę szybko mogłem odejść od stołu i tej gęstej atmosfery i zająć się sobą, tak jak to miało miejsce podczas wcześniejszej części dnia. W te święta wyjątkowo cieszę się z wizyty babci. Z wielką chęcią wsiadłem rano w samochód i czym prędzej udałem się po tą miłą starszą panią. Przecież nie mogła tej wyjątkowej nocy spędzić sama. Nie mogłem też pozwolić na to aby babcią zajęła się inna część naszej rodziny. Pobyt babci na święta właśnie u nas jest chyba ostatnią moją szansą na spokojnego sylwestra bez błagania kogokolwiek o kasę. Zależy mi na tym bardzo. Ale oczywiście cieszyłbym się z wizyty babci nawet gdyby mi tego nie zapewniła. Po prostu dobrze że jest.
Teraz pozostaje czekać na pasterkę. Lubię ten moment świąt. To właściwie jedyny czas w święta na który warto czekać. Pewnie wszyscy razem udamy się do kościoła. I pewnie jak to bywało na poprzednich pasterkach mój udział w niej na tym się zakończy. Zamiast kościoła wybiorę pobliski mały park, czy choćby parking. Spotkam się ze znajomymi bliższymi i dalszymi którym też nie było po drodze do kościoła. Oprócz nich towarzystwo zapewni paczka papierosów i być może kieliszek wódki. Zapewniam, że mimo tego że jesteśmy daleko od kolęd, modlitw i gromadzenia się wokół choinki, jest to czas magiczny i niepowtarzalny. Rozmowy są zupełnie inne niż te w zwykły szary dzień choć w najmniejszym stopniu dotyczą świąt. Mimo to jest inaczej. Może lepiej niż zwykle...
Zaczynam kolejny zimny dzień. Temparatura na zewnątrz -2 stopnie. Tego ranka jestem jednak bardzo zaskoczony jakimkolwiek zainteresowaniem moją poprzednią notką. Musicie wiedzieć że każdy komentarz, zdanie, opinie bardzo sobie cenie.
To nie jest tak że nie lubie świąt. Lubie. Przynajmniej jeszcze rok temu czekałem na te święta, bo w tym roku faktycznie spędze je bardziej sam ze sobą niż z rodziną. Mimo to są momenty w tym „magicznym” czasie kiedy na twarzy pojawia się uśmiech, choćby w środę gdy podczas podróży samochodem gdzie ze oknem sypał śnieg a w radiu usłyszałem... a jakże, oczywiście „last christmas”, kiedy podczas zakupów hipermarkecie ładna śnieżynka z uśmiechem poczęstowała słodyczami (wiem, wiem że za to jej płacą), czy choćby wczoraj gdy odbierałem samochód z warsztatu kiedy to usłyszałem „wesołych świąt” od mechanika. Rzeczywiście takie sytuacje można policzyć na palcach jednej ręki. Ważne jednak że w ogóle się pojawiają. Rok 2011 nie był dla mnie łaskawy i oczekuje jak najszybszego zakończenia tych 365 dni. Nie oznacza to jednak że czymś sie obwiniam czy użalam się nad sobą. Nie jestem tym typem człowieka. Wiem że muszę działać bo inaczej sytuacja się nie zmieni. Jestem w trakcie rekrutacji do dużej znanej firmy. Niestety jest to prawdziwa selekcja z całej masy kandydatów która trwa i trwa w nieskończoność. Swoje szanse oceniam na ok 2%. Dlatego jednak muszę poszukać sobie czegoś mniej ambitnego przynajmniej na jakiś czas.
Czytałem wczoraj inne blogi. Potrzebuje jednak więcej czasu na przeczytanie kolejnych. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że ja nie jestem poetą, romantykiem czy zwodowym pisarzem. Nie będe tutaj posługiwał się wyniosłymi metaforami, czy innymi tgo typu środkami. Prosty i łatwy tekst. Taki zawsze pisałem. Przed studiami pracowałem w jednej z gazet jako reporter sportowy, a teraz prowadzę serwis internetowy jednej z mniejszych drużyn piłkarskich. Prowadzę ta stronę społecznie i nie biorę za to ani grosza.
Nie będe się zmieniał i pisał tego czego zupełnie nie czuje. A teraz czas zająć sie rozpoczynającym się właśnie dniem... Dziękuję i pozdrawiam.