środa, 18 stycznia 2012. 16:40 | Kategoria: brak kategorii
Komentarze (0), Dodaj
tagi:

Gdy facet spędza większość czasu w domu potrafi nawet zainteresować się obsługą pralki. Mówię o tym bo doświadczyłem tego na własnym przykładzie. Nie jestem całkowicie pewien czy obsługa automatu jest jakimś wybitnym osiągnięciem i czy można się tym pochwalić światu, ale jeśli kiedykolwiek zostałbym pozostawiony na pastwę losu bez opieki jakiejkolwiek kobiety to wiem już, że będę potrafił wyprać dżinsy i t-shirt.

Kilkanaście ostatnich dni spędziłem na walce z chorobą. Nie wiem z jaką ale czułem się paskudnie. Miałem w sobie jakiegoś diabła, który nie pozwalał mi normalnie funkcjonować nawet w domowych warunkach. A wychodzenie poza dom na dłużej niż 40-50 minut było wielkim ryzykiem. Trochę to skomplikowało moje przygotowania do testów, ale jest już lepiej i można się wziąć do intensywnej pracy nad sobą. Poprawiać jest co, a czasu niewiele bo 5 luty już za chwilę. Na szczęście nie brak mi motywacji. Ta monotonna egzystencja w ostatnich miesiącach zdążyła już mi wystarczająco napsuć krwi. Dlatego konieczne są zmiany. A praca nad sobą może przynieść tylko i wyłącznie pozytywne skutki. Musze dać z siebie wszystko, a być może ktoś to zauważy i zostanę w końcu wynagrodzony za swoje cierpienia.

Często słyszę jak ludzie narzekają że muszą wstawać wcześnie żeby zdążyć do pracy, szkoły czy choćby na autobus. Słyszę jak im ciężko, jak im się nie chce i jak zazdroszczą tym którzy mogą leżeć w łóżku do południa albo cały dzień jeśli tylko chcą. A ja zazdroszczę im tego wstawania, jedzenia śniadania w biegu, wracania się do domu bo czegoś się zapomniało, porannego zgiełku na ulicach. Tego mi dzisiaj najbardziej brakuje. Chcę jak najszybciej do tego wrócić. O ile lepiej wchodzi się do baru na drinka po ciężkim i zwariowanym dniu w którym wydarzyło się mnóstwo rzeczy choćby zupełnie głupich, niż po dniu w który był po prostu stracony na bezmyślne gapienie się w telewizor. Teraz zdaję sobie sprawę jak nie doceniamy tego co mamy i nie potrafimy czerpać z tego przyjemności. Wiem że można inaczej i jeśli można trzeba to zmienić.

Nie twierdze też że poranki spędzane w biegu są spełnieniem marzeń. Czasami zdarzają się i takie które na długo pamiętamy. Ja też taki miałem i pamiętam go dokładnie chwila po chwili. Lato, Mazury. Jedno z moich ulubionych miejsc. Otwieram oczy i co widzę. Jeden z najpiękniejszych widoków dla mężczyzny. Kilka centymetrów od moich oczu znajdują się kobiece piersi. Nie nagie ale i tak sprawiły że od razu się uśmiechnąłem. Odwróciłem głowę i popatrzyłem na kolejne dwie kobiety które spały za mną. Było strasznie ciasno. W 3-osobowym namiocie jest ciasno już we trójkę a co dopiero w cztery osoby. Ale za to było ciepło. Przekonałem się o tym wychodząc na zewnątrz. Rześkie powietrze od razu postawiło mnie do pionu. Szybko znalazłem swój nieprzemakalny worek z ciuchami i wsunąłem na siebie bluzę. Spojrzałem na telefon. Było kilka minut po trzeciej. Niebo już jaśniało. Wyruszyłem na poszukiwania gniazdka bo telefon już ostatnimi siłami informował mnie o godzinie. Pole namiotowe było jednak całkiem przyzwoite i z gniazdkiem nie było problemu. Zapaliłem papierosa. W ognisku było jeszcze dużo żaru więc rzuciłem jeszcze kilka kawałków drewna które szybko opanowały płomienie dając przyjemne ciepło. Wszedłem na chwile do swojego namiotu. Cel był jeden. Wiedziałem że musi tam być jeszcze butelka piwa. Znalazłem. Otworzyłem. Kilka łyków z idealnie zadziałało na suchość w gardle. Usiadłem na ławce obok ogniska. Chwilę po tez z namiotu wyszła przyjaciółka. Widocznie też zaskoczyło ją zimno ponieważ szybko wróciła do namiotu. Na chwilę jednak tylko. Kilka sekund później pojawiła się znowu, lecz tym razem z kocem. Usiadła obok mnie. Razem wtuliliśmy się w koc i czekaliśmy na wschód słońca. Bez słowa.


Oby jak najwięcej takich właśnie poranków. Życzę tego i Wam i sobie.

Tommy Vercetti



2011
grudzień (4)

2012
styczeń (3)
luty (1)



_______________________________

szablonet