Już po kolacji... Uwielbiam pierogi i dla nich mógłbym znieść najgorsze tortury. Na szczęscie w miarę szybko mogłem odejść od stołu i tej gęstej atmosfery i zająć się sobą, tak jak to miało miejsce podczas wcześniejszej części dnia. W te święta wyjątkowo cieszę się z wizyty babci. Z wielką chęcią wsiadłem rano w samochód i czym prędzej udałem się po tą miłą starszą panią. Przecież nie mogła tej wyjątkowej nocy spędzić sama. Nie mogłem też pozwolić na to aby babcią zajęła się inna część naszej rodziny. Pobyt babci na święta właśnie u nas jest chyba ostatnią moją szansą na spokojnego sylwestra bez błagania kogokolwiek o kasę. Zależy mi na tym bardzo. Ale oczywiście cieszyłbym się z wizyty babci nawet gdyby mi tego nie zapewniła. Po prostu dobrze że jest.
Teraz pozostaje czekać na pasterkę. Lubię ten moment świąt. To właściwie jedyny czas w święta na który warto czekać. Pewnie wszyscy razem udamy się do kościoła. I pewnie jak to bywało na poprzednich pasterkach mój udział w niej na tym się zakończy. Zamiast kościoła wybiorę pobliski mały park, czy choćby parking. Spotkam się ze znajomymi bliższymi i dalszymi którym też nie było po drodze do kościoła. Oprócz nich towarzystwo zapewni paczka papierosów i być może kieliszek wódki. Zapewniam, że mimo tego że jesteśmy daleko od kolęd, modlitw i gromadzenia się wokół choinki, jest to czas magiczny i niepowtarzalny. Rozmowy są zupełnie inne niż te w zwykły szary dzień choć w najmniejszym stopniu dotyczą świąt. Mimo to jest inaczej. Może lepiej niż zwykle...
Babcie są babcie tylko wtedy gdy naprawdę mają taki charakter jaki powinna mieć babcia.Niestety ja owej nie mam.
Atmosfera Twojej 'pasterki' napewno jest magiczna,nie ma co wątpić.
Piszesz bardzo bezpośrednio! polecam i chwalę;)